środa, 27 grudnia 2006

z archiwum






"Luftbrücke",

Wrocław, ul. Miernicza, 2005 rok :)

środa, 20 grudnia 2006

dzieci biorą się z kapusty..



.. a ładne dzieci z kapusty ozdobnej

poniedziałek, 18 grudnia 2006

w poszukiwaniu materiałów do magisterki



plastikowe palmy w rzeźni, czyli knajpa Hemingway, Offenbach

niedziela, 17 grudnia 2006

sobota, 16 grudnia 2006

marburg zamiast norymbergi



Norymberga, mekka każdego miłośnika sztuki gotyckiej, do tego stolica adwentowych jarmarków, a ja cały dzień nosilam bezużyteczny aparat pozbawiony karty pamięci..

piątek, 15 grudnia 2006

czwartek, 14 grudnia 2006

z pokoju 3



nie zawsze jest różowo..

środa, 13 grudnia 2006

wtorek, 12 grudnia 2006

mark chagall



kościół św. Stefana, Moguncja

poniedziałek, 11 grudnia 2006

niedziela, 10 grudnia 2006

fashion victim



nieudana próba usunięcia XV wiecznej sceny ukrzyżowania z jednego z domów w Marburgu. mimo iż zadano sobie trud zdjęcia jej dłutem, temat przedstawienia nadal pozostaje czytelny.

sobota, 9 grudnia 2006

citius altius fortius















maraton ukazał jednocześnie ludzką moc, jak i ludzką słabość.
kobieta, która z wycięczenia upadła 2 metry przed metą, ale na widok ekipy ratunkowej zmierzającej do niej z noszami, wstała i doszła do mety o własnych siłach.
mężczyzna, który stracił przytomność tuż przed czerwonym dywanem i nie dane mu było trumfalnie przekroczyć mety.

czwartek, 7 grudnia 2006

fortuna dicitur caeca







Marburg, początek jarmarku świątecznego

środa, 6 grudnia 2006

uff.. znalazł mnie



chińskie mikołajki :)

Lubię wspólne posiłki, które przeciągają się w czasie.

Lubię niepoprawne politycznie dyskusje przy okrągłym stole.

Lubię wzajemne zaglądanie w garnki w poszukiwaniu esencji innych kultur.

Lubię porozumienie ponad granicami na talerzu.

Lubię śmiech w kilku językach świata, ale zawsze z niemieckim akcentem.

Lubię wieczory z komunikacją interkulturową w praktyce.

Lubię moich sąsiadów.

z pokoju 2

z pokoju

z kuchni






z archiwum strusiowych zmagań:

Akademik im. Biesalskiego znajduje się na skarpie, w jednym z najwyżej położonych punktów miasta, tuż poniżej zamku. Owo umiejscowienie gwarantuje niesamowite widoki, jeśli tylko mgła nie zasłania centrum miasta, które ulokowane jest w rozległej dolince. W dzień urzekają swoją urodą stare kamienice, oddzielone od siebie wąskimi uliczkami, w nocy zaś oświetlone miasto. Tak, ładne widoki to jedna z zalet tego miasta. Mój ulubiony widok rozciąga się jednak z kuchni akademika. Nie jest to nic spektakularnego, ot mały wycinek przestrzeni między zabudowaniami. Lubię siadać przodem do okna, z miską jedzenia na kolanach, stopami na kaloryferze i patrzeć.. na pierwszym planie dość pokaźny fragment murów miejskich z XIII wieku, wybita w nim brama oraz wieża, a po lewej stronie skarpa i ukryta między drzewami dróżka. Kamień, tutejszy piaskowiec o lekko czerwonym zabarwieniu i drzewa przenikają się wzajemnie i uzupełniają, tworząc harmonijny krajobraz. Codzienna obserwacja tego widoku przynosi niestety przykre wiadomości. Wszechobecna jeszcze przed dwoma tygodniami zieleń ustępuje szybko miejsca kolorom jesieni. Widok drzew przystrojonych żółtymi, czerwonymi i brązowymi liśćmi cieszy oczy, jakby na pociechę przed zbliżającą się zimą..