"Luftbrücke",
Wrocław, ul. Miernicza, 2005 rok :)
Lubię wspólne posiłki, które przeciągają się w czasie.
Lubię niepoprawne politycznie dyskusje przy okrągłym stole.
Lubię wzajemne zaglądanie w garnki w poszukiwaniu esencji innych kultur.
Lubię porozumienie ponad granicami na talerzu.
Lubię śmiech w kilku językach świata, ale zawsze z niemieckim akcentem.
Lubię wieczory z komunikacją interkulturową w praktyce.
Lubię moich sąsiadów.
Akademik im. Biesalskiego znajduje się na skarpie, w jednym z najwyżej położonych punktów miasta, tuż poniżej zamku. Owo umiejscowienie gwarantuje niesamowite widoki, jeśli tylko mgła nie zasłania centrum miasta, które ulokowane jest w rozległej dolince. W dzień urzekają swoją urodą stare kamienice, oddzielone od siebie wąskimi uliczkami, w nocy zaś oświetlone miasto. Tak, ładne widoki to jedna z zalet tego miasta. Mój ulubiony widok rozciąga się jednak z kuchni akademika. Nie jest to nic spektakularnego, ot mały wycinek przestrzeni między zabudowaniami. Lubię siadać przodem do okna, z miską jedzenia na kolanach, stopami na kaloryferze i patrzeć.. na pierwszym planie dość pokaźny fragment murów miejskich z XIII wieku, wybita w nim brama oraz wieża, a po lewej stronie skarpa i ukryta między drzewami dróżka. Kamień, tutejszy piaskowiec o lekko czerwonym zabarwieniu i drzewa przenikają się wzajemnie i uzupełniają, tworząc harmonijny krajobraz. Codzienna obserwacja tego widoku przynosi niestety przykre wiadomości. Wszechobecna jeszcze przed dwoma tygodniami zieleń ustępuje szybko miejsca kolorom jesieni. Widok drzew przystrojonych żółtymi, czerwonymi i brązowymi liśćmi cieszy oczy, jakby na pociechę przed zbliżającą się zimą..